czwartek, 27 września 2018

Spełnienie marzeń z moją wspólnotą

Dwa tygodnie temu o tej porze wzruszyła się ogromnie, bo spełniło się jedno z moich marzeń. 

Jakie ono było? 

Zaraz opowiem.


Od wielu lat jestem wolontariuszem we wspólnocie osób niepełnosprawnych działającej przy mojej parafii. Zaczęłam spotykać się z nimi, kiedy w klasie maturalnej, czyli niebawem minie 11 lat, to tak naprawdę 1/3 mojego życia.
Klasa maturalna, więc taki okres w życiu młodego człowieka, w którym podejmuje się życiowe decyzje dotyczące studiów i dalszej drogi zawodowej. Pamiętam, że jeszcze przed pierwszym spotkaniem we wspólnocie wahałam się czy pójść na socjologię, może na dziennikarstwo, a może na prawo, ale lepiej nie, bo wyszłabym na lewo ;)
Jednak to wszystko poszło w niepamięć, kilka spotkań i wybór był prosty - pedagogika specjalna!
To dzięki nim odnalazłam swoje powołanie, dzięki wspólnocie i jej kapelanowi.
Przez cały okres studiów byłam mocno zaangażowana w życie wspólnoty do tego stopnia, że napisałam pracę licencjacka o doświadczeniach matek, które należą do wspólnoty.

I dochodzę powoli do spełnienia mojego marzenia :)

Jednym z wniosków mojej pracy było wyjście do szerzej społeczności kościelnej, bo do tej pory mamy dwa razy w miesiacu Mszę Święte poza porządkiem niedzielnym. To też ważne, bo osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie na tych Mszach czują się swobodnie. Ważne jest jednak też, abyśmy wychodzili do ludzi, bo mamy prawo być w Kosciele na równi z innymi.

I udało się !!!

Dwa tygodnie temu prowadziliśmy Nabożeństwo Fatimskie, członkowie wspólnoty czytali rozważania i odmawiali różaniec, a ministranci prowadzili procesje. To było piękne przeżycie!




Piszę tego posta dwa tygodnie po tym wydarzeniu, a w przeddzień naszej wspólnotowej pielgrzymki autokarowej do Łagiewnik i Częstochowy.


To na pewno też będzie piękny czas :)
Niech Pan Bóg nas prowadzi! 


Dziękuję wszystkim czytającym i zapewniam o modlitwie na Jasnej Górze.

środa, 12 września 2018

Wspaniały tydzień w Tczewie

Dlaczego akurat obecny tydzień nazwałam wspaniałym? 

To bardzo proste. 

Właśnie teraz w naszym mieście odbywa się XVI Międzynarodowy Przegląd Teatrów Wspaniałych.




Jest to niesamowite wydarzenie teatralne, na które zjeżdżają się grupy aktorów z wielu państw od tych sąsiadujących z nami, aż po RPA. Oczywiście nie brakuje też grup z różnych stron Polski. Grupy te to osoby z różnymi niepełnosprawnościami. W poniedziałek wszyscy się zjeżdżają. Jedni śpią w Tczewie, inni w Gołuniu, a od wtorku zaczyna się przegląd od koncertu otwarcia. Później przez dwa dni następują prezentacje sceniczne, a na koniec Koncert Finałowy i wręczenie nagród.

Od kilku lat nie jestem już jakoś ściśle związana z przeglądem, ale zawsze zajmuje on pewne miejsce w moim sercu, ponieważ przez wiele lat była wolontariuszem, opiekunem jednej z grup, a także razem ze wspaniałymi przedszkolami z Zespołu Placówek Specjalnych występowałam na scenie.

WOLONTARIAT to kolejne słowo klucz w moim życiu. Kojarzy mi się ono z  niesamowitymi przeżyciami, nowymi znajomościami i mnóstwem uśmiechu. Mogłoby się wydawać, że to działanie jednostronne, wolontariusz pomaga komuś, organizuje jakąś akcje, ale to nie tak. Korzyść jest obustronna. Wolontariusz naprawdę wiele wynosi ze swojej pracy na rzecz innych. Moje najlepsze wspomnienia i najciekawsze znajomości wiążą się właśnie z różnego rodzaju wolontariatami. Do dziś kontaktujemy się m.in. z wolontariuszami z Teatrów

Jednym z tych wolontariatów był ten na Teatrach Wspaniałych, bo tak mówiliśmy na nie w skrócie. Na czym on polegał? Wcześniejsze edycje odbywały się w czerwcu, o ile się nie mylę pierwsze teatry, w których wzięłam udział to rok 2005. Sporo czasu już minęło, ale pamiętam te momenty tak, jakby odbyły się wczoraj. Kiedy zbliżał się czerwiec było wiadomo, że jeden tydzień tego miesiąca zostaje poświęcony na teatry. To nic, że czasem przez cały tydzień łącznie spaliśmy tylko kilka godzin. Adrenalina była tak ogromna, że nie przeszkadzało nam nawet wstawanie o 3.30 i przygotowywanie kanapek ;) 

Każdy wolontariusz otrzymywał grupę pod opiekę i z nią spędzał cały tydzień. Ja zazwyczaj miałam pod opieką grupy z Litwy. A to zdjęcie z jedną z nich, bodajże rok 2010. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że uśmiechem można przełamać każdą barierę, a już na pewno językową :) :) :)


Razem z grupami nocowaliśmy w Gołuniu, przyjeżdżaliśmy na występy do Tczewa, jeździliśmy na wycieczki, bawiliśmy, tańczyliśmy. Niepełnosprawność czy też inny język nie stanowiły dla nas problemy. Liczył się człowiek, jego uśmiech, obecność i talent. Spektakle przygotowywane przez wszystkie grupy są naprawdę imponujące i bardzo różnorodne. 

Jeśli macie dziś czas, to wybierzcie się dziś do Centrum Kultury i Sztuki, aby przenieść się w trochę inny wymiar, aby uczestniczyć w tych integracyjnych działaniach, bo ten przegląd po to właśnie jest, aby integrować ludzi niepełnosprawnych i pełnosprawnymi, żeby zobaczyć jak wiele do zaoferowania mają dla nas ludzie z niepełnosprawnością. 
I oczywiście serdecznie zachęcam do obejrzenia występu "Teatrzyku ze Stumilowego Lasu". Ogromnie żałuję, że już z nimi nie pracuję i nie mogę wystąpić, bo to zawsze było właśnie wspaniałe przeżycie :)


Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaangażowanych w Teatry Wspaniałe oraz 

wszystkich czytających i gorącą polecam udział w tym wydarzeniu.

 

MIŁEGO DNIA :) 


 


poniedziałek, 3 września 2018

Nowy rok szkolny z dwoma plecakami :)

I stało się... już wrzesień !

Nowy rok szkolny został dziś uroczyście otwarty ! 

 

Dla mnie, jako dla nauczyciela, to dzień podobny do 1. dnia stycznia... tak jakby nowe otwarcie, w których zamiast 12, mamy 10 zupełnie nowych miesięcy, które możemy albo dobrze wykorzystać, albo zmarnować. Na starcie żywię ogromną nadzieję, że będzie to dobrze przeżyty czas zarówno dla mnie, jak i dla moich uczniów.  


Zauważam jeszcze jedno podobieństwo do rozpoczęcia roku kalendarzowego. 

Coraz częściej na nowy rok szkolny ludzie składają sobie życzenia: uczniowie-innym uczniom, nauczyciele-uczniom i nauczyciele-nauczycielom. 

Jedno z tych życzeń zapadło mi w pamięć, abyśmy my, nauczyciele bardziej doceniali niż oceniali. Niewątpliwie ocenianie, to jedno z trudniejszych aspektów nauczania, zawsze przysparza sporo myśli, a czy dobrze, a czy sprawiedliwie, a może nie do końca tak powinno być i myślę, że ważne jest tu to docenianie, aby zwracać uwagę na każdy wysiłek ucznia. 

Zwrócić uwagę trzeba też na jeszcze jedną ważną kwestię:


Jak zobaczyłam dziś to zdjęcie i ten cytat, to przypomniały mi się te wszystkie szkolne sytuacje, w których zapominamy o tym drugim plecaku. A przecież każdy z nas ma życie poza szkołą, poza pracą (nawet taki pracoholik jak ja :) Życie, w którym raz jest pięknie i układa się po naszej myśli, a innym razem wręcz przeciwnie, pojawiają się różne problemy, kłótnie, nieporozumienia. Staramy się być profesjonalni i zostawiać je wraz z przekroczeniem progu szkoły. Staramy się, aby nie rzutowały one na naszą pracę, ale nie oszukujmy się, nie zawsze się udaje. Dzieci mają jeszcze trudniej, nie potrafią oddzielić świata w szkole od tego poza nią. To, że któryś z uczniów nie uważa na lekcji może wcale nie wynikać z tego, że "olewa" nasz przedmiot albo ma do nas lekceważący stosunek, może po prostu jest teraz myślami gdzieś indziej, bo jego dziadek, z którym spędza po szkole sporo czasu leży w szpitalu. To, że dziecko kolejny raz jest nieprzygotowane do zajęć i nie ma książki czy zeszytu, to może nie do końca jego roztargnienie, a wynik tułania się od domu mamy do domu taty, bo rodzicie akurat się rozwodzą. Te przykłady, to oczywiście skrajne przypadki. Często te problemy są dużo łatwiejsze do rozwiązania, wynikają  z jakiejś sytuacji, która wydarzyła się np. podczas przerwy i wystarczy zamienić z uczniem dwa zdania, aby całkowicie odmienić jego myślenia w danym momencie i wrócić do toku lekcji. A to wszystko składa się do mojego ulubionego słowa, które uważam za słowo-klucz:

O B E C N O Ś Ć


I nie chodzi mi to o sprawdzanie obecności na początku lekcji ;) a o takie prawdziwie bycie z drugim człowiekiem, przepełnione empatią, takie, w którym ta druga osoba czuje, że przez te 3 minuty, w trakcie których z nią rozmawiamy, jesteśmy tylko dla niej i całkowicie poświęcamy się jej problemom, choćby dotyczyły one złamanego ołówka z ulubionym bohaterem filmu. 
 
Wiem, że to nie jest łatwe, bo mamy całą klasę na głowie, bo są inne ważne sprawy, bo... bo.... , ale z doświadczenia wiem, że warto :) Jasne, mnie też się nie udaje, czasem nie jest tak, jak bym chciała, ale zawsze staram się na autorefleksje i to chyba najważniejsze !

Tak więc, moi drodzy czytelnicy z tej nauczycielskiej części, życzę Wam i sobie tej ciągłej autorefleksji i więcej doceniana niż oceniania. 
Mam nadzieję, że już za 10 miesięcy będziemy spełnieni udawali się na wakacyjną przerwę. 

A jeśli czytają mnie uczniowie, to życzę Wam, aby Wasze dwa plecaki były zawsze lekkie :) 

Oczywiście życzenia jeszcze trzeba skierować do Rodziców, aby oni też ten rok szkolny przeżyli w wewnętrznym spokoju i zapełniali plecaki swoich dzieci tylko dobrymi rzeczami :) 


Udanego roku szkolnego !!



środa, 29 sierpnia 2018

Wracam po małej przerwie.




Dwa tygodnie!

Pierwszy raz taka przerwa.

Przerwa w pisaniu nie oznacza jednak braku działania.  


Te dwa tygodnie to z jednej strony trochę wakacyjnego odpoczynku, ale z drugiej czas podejmowania nowych inicjatyw, o których niebawem się dowiecie. 





Zgodnie z tymbarkową myślą "pierwszy krok masz za sobą"
 trzeba było zrobić kolejny.
Czuję, że idę w dobrym kierunku i droga ta przyniesie owoce.


Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w życiu nic nie dzieje się przez przypadek. 
Każda osoba na naszej drodze, każde wydarzenie dzieje się po coś. 

Pamiętam, jak kilka lat temu odchodziłam ze szkoły specjalnej, była to dla mnie trudna decyzja, ale wierzę, że tak miało być. Dzięki tamtym wydarzeniom łącze teraz pracę z niepełnosprawnymi i pełnosprawnymi, co daje niebywałe możliwości w zakresie integracji, a do tego otaczają mnie cudowni ludzie, którzy są chętni do współpracy. 

Dzisiejszy post jest krótki i bardzo osobisty, ale myślę, że i taki jest potrzebny. 
Uciekam, aby działać przy nowym projekcie... mam nadzieję, że będziecie nim zainteresowani tak samo, jak moim poprzednim poste. Przyznam, że liczba wyświetleń bardzo mocno mnie zaskoczyła.


DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE !!!

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Małe gesty w wielkim Internecie


Mądrości z Tymbarka zawsze na czasie.

Pierwszy za sobą, czas na następne, więc kolejny post.



Moi drodzy, otrzymuje od Was bardzo pozytywne opinie na temat mojego bloga, na którym niewątpliwie nadal raczkuję, ale po każdej informacji od Was utwierdzam się w przekonaniu, że warto było spróbować.



Bardzo Wam dziękuję, że wspieracie, że jesteście, że czytacie i udostępnianie.

Każdy Wasz gest to mały krok w uświadamianiu społeczeństwu potrzeb osób niepełnosprawnych.


Tak naprawdę wystarczy chwila, aby zasilić szeregi tej grupy.
Brzmi może dziwnie... 
dziś jesteśmy zdrowi, ale jutro możemy ulec wypadkowi i być osobami poruszającymi się na wózku.... 
dziś nie mamy dzieci, a za trzy lata możemy borykać się z diagnozą autyzmu naszej pociechy. 
Nie chce straszyć, nie o to chodzi. Myślę raczej o tym, że życie jest nieprzewidywalne i nic nie jest dam dane na zawsze.

Cieszmy się więc z tego co mamy i jeśli możemy to pomagajmy.
Dobro naprawdę wraca!!

I dziś kilka słów od tym jak małym gestem możemy szerzyć dobro w wielkim świecie Internetu. Często słyszę, że Internet jest zły, że młodzi ludzie wpadają w świat wirtualny, że jesteśmy uzależnieni od mediów społecznościowych. 
Owszem, to wszystko po części prawda, ale niezmiennie twierdzę, że Internet ma też wielką moc.

Od jakiegoś czasu śledzę fenomen licytacji na Facebooku. W moim doświadczeniu zaczęło się od licytacji takich konkretnych, na już, kiedy to mieszkańcy mojego miasta zbierali na operację dla jej z Pań - zbierali to chyba niezbyt dobre słowo, oni się organizowali. To jest naprawdę świetna organizacja całego takiego przedsięwzięcia. Osoba, której zbywało, czegoś już nie potrzebowała albo po prostu chciała się daną rzeczą podzielić lub zaproponować jakąś usługę wystawiała to na licytacji, a inne daną rzecz bądź usługę licytowały. Później ktoś licytację wygrywał i przelewał pieniądze, w tym wypadku na operację. Banalne, a jednocześnie doskonałe w swej prostocie. Na pewno też nie łatwe, bo wymagało pracy dobrych ludzi, którzy całą akcję koordynowali, ale ich wysiłek się opłacić. Pieniądze zebrane, operacja odbyła się i Pani jest zdrowa.
Takich akcji było sporo.

Drugą grupą, którą obserwuje są licytacje dla dzieci z różnymi chorobami czy niepełnosprawnościami. Te zazwyczaj z wielkim poświęceniem prowadzą Mamy tych dzieci. Szukają osoby, które chcą coś wystawić, prowadzą licytację i wysyłają wylicytowane przedmioty. 
Nie stoją w miejscu, działają. A my w tym działaniu możemy im pomóc... właśnie tym 

MAŁYM GESTEM W WIELKIM INTERNECIE

Masz coś, czego już nie potrzebujesz?
A może jesteś kosmetyczką i mogłabyś wystawić usługę manicure?
Znajdź wokół siebie jakąś licytację charytatywną.
Przekaż co możesz.
Nie masz nic do przekazania, to wejdź na licytację. 
Może znajdziesz za niewielką kwotę coś, co Ci odpowiada.
I tak przez część dnia robisz coś na telefonie.
Może zamiast AliExpress albo innego portalu wejdziesz na profil jakiejś licytacji?
Spróbuj!
Naprawdę warto.

I w tym miejscu dźwięczy mi piosenka Kamila Bednarka "Poczuj luz" (jestem świeżo po koncercie tego artysty, bardzo lubię jego teksty i  ten klimat), a jej fragment brzmi tak:

"Nie ważne gdzie, ważna atmosfera.
Prawdziwi przyjaciele, a nie grubość portfela"

Tutaj możecie posłuchać:
Mnie zawsze rozbuja i daje pozytywną energię :) 

Naprawdę nie trzeba grubego portfela, aby komuś sprawić radość MAŁYM GESTEM i zostać jego przyjacielem.

Ja ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem Nataniela i jego Mamy. 
Jeśli szukacie miejsca, gdzie moglibyście pomóc, to zajrzycie proszę na profil, na którym niezwykle dzielny chłopiec ze swoją bardzo silną mamą opowiada o ich codziennym życiu.
Nie znamy się osobiście, połączył nas Facebook. Gdzieś, kiedyś zalajkowałam i wciągnęłam się w codzienne przygody Nataniel i jego Mamy Justyny.
Może Wy też się wciągnięcie w ten MAŁY GEST W WIELKIM INTERNECIE i pomożecie im w licytacjach.

ZAPRASZAM NA TEN PROFIL

Kolejny raz piękne Wam dziękuję za doczytanie do końca. 
Wierzę w moc Internetu i wierzę w Was !! 

Poczujcie luz :) :) ;)


.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Niewidzialnie w stolicy


Post miał powstać wczoraj, ale niestety się nie udało, za to przed chwilą dowiedziałam się, że z powodu choroby podopiecznego zostały odwołane moje pierwsze zajęcia, więc mam świetną okazję do nadrobienia zaległości.

Są wakacje, więc postanowiłam pozostać w temacie wycieczek. W poprzednim poście wspomniałam o naszym fundacyjnym podboju stolicy w minione ferie i do tej wyprawy chcę teraz powrócić, a tak naprawdę do jednej z jej części.

Będąc w Warszawie odwiedziliśmy świetne miejsce, jakim jest Niewidzialna Wystawa. Mimo upływu czasu nadal mam ją w pamięci i przy różnych okazjach dzielę się swoimi przeżyciami, a dziś postanowiłam je spisać, ale też nawiązać do jednego z ostatnich postów na facebookowym profilu wystawy, ale o tym nieco później.

W lewym górnym rogu możecie zobaczyć zdjęcie ulotki, którą z tej wystawy przywiozłam, a na niej takie zdanie: "zarezerwuj bilet na Niewidzialną Wystawę - niezwykłą przygodę, która zmieni Twoje życie... w ciągu jednej godziny". To nie chwyt marketingowy. Naprawdę tak jest. To przygoda, która zmienia.. na pewno zmienia sposób myślenia o osobach niewidomych lub słabowidzących.


Cała przygoda zaczyna się od... (i tu na prośbę Niewidzialnej Wystawy zniknął tekst, aby nie spoilerować i żebyście te wspaniałe chwilę mogli przeżyć sami)

Kolejnym elementem... (jedynym, który przedstawię, bo mocno mnaą wstrząsnął) są gry przy stoliku. Oczywiście jak to zobaczyliśmy, nasi podopieczni i my, terapeutki, to poczuliśmy się, jak u nas w fundacji. Moja radości jednak szybko zmieniła się we frustrację. Dlaczego? Bo do zabawy zakładaliśmy opaski na oczy. Uwierzcie, emocje jakie targają Tobą podczas wykonywania bez wykorzystywania wzroku przez 10 min układanki dla trzyletniego dziecka są niezwykle silne i naprawdę dają wiele do myślenia.
A wyglądało to tak:

Jednak najlepsze stało się później, nasza przewodniczka - cudowna Monika, która serdecznie pozdrawiamy, zaprosiła nas na niesamowitą przygodę... (tu znowu zniknął tekst, a co się dzieje podczas tej przygody musicie przeżyć sami - ZAPRASZAM WAS DO WARSZAWY)

Na koniec usiedliśmy z naszą wspaniałą przewodniczką i rozmawialiśmy. Okazało się, że Monika też jest pedagożką specjalną, więc tematów było sporo.

To był świetny czas! 
Niesamowita przygoda, którą polecam każdemu. 
Dla mnie też dość osobiste przeżycie, z uwagi na niepełnosprawność w mojej rodzinie.

A teraz opisywana już kwestia ostatniego z postów na profilu Niewidzialnej Wystawy. 

Dotyczy ona ścieżek prowadzących na dworach. Przeczytajcie proszę! 

To bardzo ważne, aby dowiedziało się o tym, jak najwięcej ludzi. 

To link do tego posta:


A na koniec jeszcze kilka wskazówek od Niewidzialnej Wystawy, jak pomóc osobom niewidomym i slabowidzacym.

Dziękuję za dotrwanie do końca :) 

Nieście te informacje w świat !
Udostępniajcie i komentujcie.

Dobrego dnia :) :) :) 


piątek, 3 sierpnia 2018

Zainspirowana Malborkiem

Kilka dni minęło od pierwszego posta na blogu, czas stworzyć kolejnego :) 

Zawsze najlepiej pisze mi się wieczorami i nocami, więc z blogiem jest podobnie.
Przejdę do sedna.. dlaczego zainspirowana Malborkiem?
Już wyjaśniam.

Tydzień temu wybraliśmy się na fundacyjną wycieczkę do Malborka z naszymi podopiecznymi oraz ich rodzeństwami.
Nie była to nasza pierwsza wyprawa, m.in. w ferie podbiliśmy stolicę oraz piernikowe miasto ;)
W wycieczkach biorą udział nasi podopieczni, czyli dzieci ze spektrum autyzmu, które podczas wyjazdów, jak i na co dzień rzecz jasna, są niesamowite. Każda nasza wyprawa jest wspaniała, pokazuje nam ich postępy oraz otwiera oczy na różne sprawy. 
 
Na wspomnianej już wycieczce do Torunia odwiedziliśmy planetarium oraz muzeum piernika. W tym drugim miejscu mieliśmy pewną sytuację, która skłoniła mnie do refleksji. 
Przed zwiedzaniem muzeum mieliśmy przygotować pierniki, które w czasie naszej wędrówki po ekspozycji miały być wypiekane. Każdy z nas miał swoje stanowisko i nasi chłopcy, jak to nasi chłopcy, mieli mnóstwo pytań i niezwykle dla nich ważnych w tym momencie spraw, jednak zaczęły się już zajęcia, które prowadziła dość, powiedziałabym, konkretna Pani. Od razu zwróciła uwagę na nas, bo nie byliśmy tam jednymi osobami i zwróciła się z pytaniem, kto zajmuje się tą grupą i dlaczego pojawiają się pytania teraz. Podeszłam do Pani i wyjaśniłam, że jesteśmy z fundacji, a to są chłopcy z zespołem Aspergera, którzy są bardzo dociekliwi. Wcześniej uznałam, że nie jest konieczne powiadamianie, jaką jesteśmy grupą. Po mojej informacji Pani nieco zmieniła do nas nastawienie i tłumaczyła się tym, że nie wiedziała. Sama się potem zastanawiam, że może mogłam jej powiedzieć wcześniej.

Tydzień temu w Malborku postanowiłam zrobić inaczej i przed zwiedzaniem zamku powiadomiłam Panią przewodniczkę, że w grupie są dzieci ze spektrum autyzmu, na pewno będą zaciekawieni i mogą zadawać mnóstwo różnych pytań. Pani Kasia, bo tak miała na imię, okazała się niezwykle sympatyczną osobą, która odrazu nawiązała z naszą grupą nic porozumienia, rozdzieliła zadania, niesamowicie przedstawiała tajemnice zamku, nagradzała za zagadki, zapamiętała imiona naszych dzieciaków i niezwykle cierpliwie odpowiadała na każde pytanie. Przez dwie godziny dzieci bardzo ją polubiły i same zaproponowały Pani Kasi wspólne zdjęcie, a nawet indywidualne selfi :) Ona zaś niezwykle nas chwaliła za dociekliwość i zaangażowanie oraz uznała, że byliśmy do tej pory jej najlepszą grupą.
Na koniec w rozmowie ze mną zapytała, czy wszystko zrobiła dobrze, bo przyznała, że pierwszy raz miała do czynienia z dziećmi z zespołem Aspergera i było to dla niej ogromne wyzwanie. 

Pani Kasiu, jeśli kiedyś może jakimś cudem przeczyta Pani ten post, to niech Pani wie, że jest Pani cudowna i przedstawiła Pani naszym dzieciom tajemnice zamku w sposób niesamowity, głównie dlatego, że potraktowała nas Pani normalnie i właśnie o to chodzi ;) 


Ta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że nasze wszystkie wycieczki i wyjścia z dzieciakami, nie są tylko korzyścią dla nas, ale też dla innych ludzi, którzy dzięki nam, uczą się integracji, bo jej brak często bierze się ze strachu i braku kontaktu.

Dziś się rozpisałam dość mocno.
Pozdrawiam tych, którzy wytrwali do końca :) :) :)

Jeśli Wam się podobało, to może jakiś kciuk w górę albo udostępnienie.
Mile widziane też komentarze czy dyskusje.

Kolejne fundacyjne przygody

Mamy ferie, a więc okres, w którym sporo czasu spędzam w Fundacji. Mamy ferie, a więc czas fundacyjnych wycieczek. Doszły do mnie słuchy,...